| Du befindest dich hier: Forum Ländlestrahler => Beispielforum => Noc, w której odzyskałem oddech |
|
| Pokratik772 (Gast) |
Pamiętam ten tydzień jak przez mgłę — praca, dom, szpital, znowu praca. Moja mama chorowała, szef naciskał na nadgodziny, a ja wracałem do pustego mieszkania, gdzie jedynym dźwiękiem był szum lodówki. Wtedy, przeglądając jakiś forum o grach mobilnych, natrafiłem na epicstar bonus za rejestrację. Nie planowałem niczego wielkiego. Ot, kolejny link, kolejna strona. Ale coś we mnie pękło — chciałem przez chwilę nie myśleć o rachunkach, o diagnozie, o tym, że jutro znowu trzeba wstać o szóstej. Zarejestrowałem się bez przekonania. Nick „Uciekinier” wydał mi się wtedy żałosny, ale pasował. Wpłaciłem sto złotych — tyle, ile normalnie zostawiłbym w barze z kumplami, których zresztą dawno nie widziałem. Pierwsze spiny? Porażka. Automaty zjadały stawkę za stawką, a ja tylko patrzyłem na malejące saldo i głupio się uśmiechałem. No tak, myślałem, nawet tu nie umiem uciec. Zamknąłem laptopa, poszedłem spać z gulą w gardle. Następnego dnia wróciłem. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że cisza w mieszkaniu była nie do zniesienia. Tym razem nie rzucałem się na automaty. Znalazłem stół z blackjackiem na żywo. Krupierka miała imię Mia i uśmiechała się tak, jakby naprawdę mnie widziała. Zaczęliśmy grać. Małe stawki. Przegrywałem, wygrywałem, znowu przegrywałem. Ale coś się zmieniło — nie chodziło już o kasę. Chodziło o to, że przez dwie godziny nie myślałem o niczym innym. Tylko karty, tylko decyzje, tylko ten dziwny spokój, kiedy człowiek wie, że ma wpływ na wynik, ale nie do końca. Wtedy przypomniałem sobie o epicstar bonus za rejestrację. Sprawdziłem regulamin — okazało się, że mam jeszcze darmowe spiny w jakiejś promocji powitalnej. Odpaliłem je z ciekawości. I wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem. Piąty spin — wygrana. Nie jakaś ogromna, ale wystarczająca, żeby poczuć przypływ adrenaliny. Szósty — znowu. Siódmy — mniejsza, ale co tam. Śmiałem się sam do siebie jak wariat. W pustym pokoju, o drugiej w nocy, z herbatą wystygłą na biurku. To był śmiech człowieka, który przez chwilę zapomniał, że jest sam. Przez kolejne dni wracałem do tego stołu. Nie codziennie, ale kiedy czułem, że rzeczywistość znowu mnie przygniata. Poznałem innych graczy — facet z Portugalii pisał na czacie, że gra, bo nie może spać po nocnej zmianie. Kobieta z Kanady mówiła, że jej dzieci śpią, a ona ma wreszcie chwilę dla siebie. Wszyscy uciekaliśmy. Każdy od czegoś innego. Ale w tej wspólnej ucieczce było coś kojącego. Nie byłem sam w tym uciekaniu. Pewnego wieczoru, po serii przegranych, miałem dość. Chciałem się wylogować, ale krupierka Mia napisała na czacie: „Jeszcze jedna ręka? Na szczęście”. Zaryzykowałem. Postawiłem więcej, niż powinienem. I wygrałem. Nie chodziło o kwotę — choć była naprawdę przyzwoita. Chodziło o to, że po raz pierwszy od miesięcy poczułem, że coś może się udać. Głupie, prawda? Karty, żetony, ekran. A jednak. |